40000steps 0 kroków

40000
kroków

Manifest

Aktualności

Czw. 15.10 · 18:00 · Sopot

Spacer przy pomniku Haffnera

Szczegóły →

Manifest

40000 kroków to nie jest metafora. To fakt, który najpierw mnie zaskoczył, a potem przeraził swoją powtarzalnością.

W sensie fizycznym – czy raczej geograficznym – 40000 kroków, czyli około 26 kilometrów, nie zrobiło na mnie wrażenia. Jestem, a właściwie byłem, sportowcem wytrzymałościowym. Maratony, ultramaratony, kilkanaście startów w Ironmanie, kilkanaście tysięcy kilometrów rocznie na rowerze. I ten czas przeszły też jest sygnałem i kontekstem 40000steps.com.

Wrażenie zrobiło co innego: w pewnym momencie sport zniknął. Kompletnie. Jakby ktoś wyjął mi z głowy czip, który kiedyś po przebudzeniu kazał iść na trening. Jakby ktoś wymazał pamięć mięśniową, pragnienie i wspomnienie endorfin gdzieś na drodze, w górach albo w oceanie. Przez wiele lat to rutyna treningu, systematyczne działanie, tworzyła mnie od środka i konserwowała na zewnątrz. Dawała też do ręki kompas, aby nie zwariować i żeby było jasne, o co w tym wszystkim chodzi.

Bez kompasu

Ten kompas niepostrzeżenie wypadł mi z rąk. W tym samym czasie oddaliłem się od najbliższych dalej, niż da się jakkolwiek i kiedykolwiek wrócić. Doszła do tego praca: wyzwania, sukcesy i presja. Nic nadzwyczajnego, gdy od zawsze – trochę z natury, a trochę z przyzwyczajenia – wciska się pedał do dechy z całej siły.

Zadeptany piasek, setki śladów w różnych kierunkach

Równanie bez rozwiązania

Scenariusz był prosty. Suma wyzwań, iloczyn lęków i presji, a niewiadomą zawsze było przetrwanie. Przeprowadziłem się do wieżowca obok wieżowca, w którym pracowałem. Zoptymalizowałem każdą najmniejszą czynność, aby tylko być jeszcze bardziej wydajnym.

Po pracy, zwykle koło 19, zostawiałem plecak, brałem notes do kieszeni (gdzieś we mnie była naiwna myśl, że znajdę przestrzeń na cokolwiek innego poza pracą) i szedłem przez Warszawę. Mijały godziny, rozładowywałem kolejne pary słuchawek. Czasami zatrzymywałem się na wodę, szklankę piwa albo – bardzo rzadko – coś do jedzenia. Osiągałem wtedy stan nie tyle medytacji, co bolesnego wyłączenia, gdy na moment przestaje boleć rana, którą nosiłem w środku.

Wracałem późnym wieczorem, zwykle koło północy. Nerwowe sprawdzanie maili. Pewnie znasz ten odruch: złudny, bezsensowny, wypalający (dopiero teraz to wiem). Wchodziłem do domu, który nie był domem, tylko atrakcyjną atrapą, erzacem bliskości, w którym wszystko było doskonale zaprogramowane: byle tylko szybko i skutecznie wejść w kolejny dzień. Bez żadnej straty i bez żadnej myśli.

Zbliżenie odcisków butów w piasku

Powiadomienie

Nawet nie pamiętam, jaki to był dzień. Próbowałem cieszyć się nowym gadżetem – opaską Whoop. Przed snem dostałem powiadomienie o krytycznym wysiłku i potrzebie przemyślenia odpoczynku.

Algorytm zarejestrował rekord.
Ja zacząłem rozumieć, że jedyne, co robię, to uciekam.

Zacząłem myśleć nad większą całością. Nad opadającą linią energii, radości i tego wszystkiego, co dawało mi spójność. Standardowy model troski o zdrowie psychiczne zakłada, że w pewnym momencie sam przyjdziesz po pomoc. A ja przez miesiące szedłem w przeciwną stronę. Właśnie te 40000 kroków dziennie.

Łaziłem nie dla formy. Łaziłem nie dla rozrywki. Łaziłem, żeby zmęczyć się na tyle, aby więcej nie myśleć. Próbowałem uciszyć niepokoje i wyprostować poplątane myśli. Nie zauważyłem, że na tym spacerze nie byłem sam. Towarzyszył mi smutek.

Brzeg morza, chmury rozchodzą się nad horyzontem

Dziś

Dziś się leczę, aktywnie szukam pomocy i wiem, jak trudno jest o nią prosić, a nawet tylko powiedzieć, że się jej potrzebuje. Uczę się też rzeczy, które kiedyś uznałbym za stratę czasu – na przykład siedzenia na ławce w parku z książką, która ma mi dać radość i wytchnienie, a nie możliwą do zmonetyzowania wiedzę. Jeszcze nie jestem po drugiej stronie. Jestem w drodze, ale tym razem idę w stronę pomocy, zamiast od niej uciekać.

Dlaczego 40000steps.com

Nazwałem to miejsce 40000steps.com nie dlatego, że chodzenie mnie uratowało. Tylko dlatego, że pokazało mi,

…jak daleko można zajść, żeby nie poprosić o pomoc.

Chcę, aby 40000steps.com stało się miejscem rozmowy i wzajemnego wsparcia. Nie obok, nie zamiast profesjonalnej pomocy. Psychiatrycznej, psychologicznej ani psychoterapii. Chcę, aby 40000steps.com stało się źródłem wsparcia w otwieraniu się na pomoc i we wspólnym przechodzeniu wyboistej drogi, jaką jest zdrowienie.

Nie wiem jeszcze dokładnie, czym to miejsce się stanie. Wiem, że chcę je budować z ludźmi, którzy znają tę drogę. Jeśli coś z tego jest o Tobie – napisz do mnie. Jeśli chcesz wiedzieć, co dalej, proszę zostaw swój adres.

Następny krok

Napisz do mnie →

Bez spamu. Napiszę, gdy wydarzy się coś ważnego. Wypiszesz się jednym kliknięciem. Polityka prywatności.

Potrzebujesz pomocy teraz?